Czego słuchasz podczas odhaczania zadań ze swojej listy TODO? Jakie są twoje ulubione dźwięki do pracy? Wolisz pracować przy głośnej muzyce, czy w kompletnej ciszy?

Bo ja ciągle zaskakuję sama siebie.
Kiedy nie pracuję słucham spokojnej muzyki do czytania – takiej bez słów. Kiedy naprawdę chcę się zrelaksować słucham… Metalu. Takiego w okolicach Sabatonu, Arkony (tej rosyjskiej), albo Eluveitie.

Tymczasem, kiedy pracuję, to czego słucham nie ma nic wspólnego z moim „normlanym” gustem muzycznym. Ale po kolei… Zawsze wiedziałam, czego NIE lubię słuchać podczas pracy:

  • Wyraźnych rozmów moich współpracowników
  • Muzyki ze słowami, które znam na pamięć
  • Radia z gadanymi przerywnikami
  • Uspokajającej muzyki
  • Kompletnej ciszy

Dodatkowo muzyka z nierównym rytmem jakoś nie nastraja mnie dobrze do pracy. Co więc zostaje?

Zostaje bardzo żywa muzyka bez słów, ale za to z równym rytmem. Z tego równania wyłania się… Muzyka elektroniczna. Tak. Pracowym odkryciem stulecia okazały się dla mnie playlisty z muzyką, której nie da się słuchać bez równoczesnego stukania w klawiaturę.

Mój związek z muzyką elektroniczną można jednak opisać Facebookowym: „To skomplikowane”. Zdecydowana większość tego gatunku nie daje się słuchać w żadnych okolicznościach. Nawet podczas stukania w klawiaturę. Te dźwięki są gdzieś pomiędzy kompletną żenadą, a zbyt głośnym hałasem. A jednak… Ten jednostajny rytm naprawdę pomaga mi w pracy. Pomyślałam, że nie pozostaje nic innego jak zdać się na gust specjalistów i…

Tomorrowland

Kiedy po prostu czytam maile, piszę teksty albo poprawiam jakąś drobnicę słucham playlist stworzonych przez ludzi związanych z Festiwalem Muzyki Elektronicznej: Tomorrowland. Prawdopodobnie najbadziej magiczny festiwal muzyczny na świecie! Może nie jestem megafanką słuchania takich dźwięków dla rozrywki, ale samo oglądanie oficjalnych relacji z festiwalu sprawia, że chciałabym się tam kiedyś znaleźć. Z resztą… Zobaczcie sami: Youtubowa playlista z relacjami z Tomorrowland.

No więc… Tomorrowland.
Oficjalne playlisty podzielone na gatunki muzyczne (tak, muzyka elektroniczna ma gatunki 😉) to zdecydowanie moje dźwięki do pracy.

Dźwięki do pracy - playlisty Tomorrowland
Playlisty Tomorrowland

I na dokładkę troszkę mniej oficjalna „Oficjalna Playlista Tomorrowland” stworzona przez paónw: Dimitri Vegas & Like Mike

Dźwięki do pracy - Tomorrowland
Pół oficjalna playlista Tomorrowland

I… Tak. To właśnie dlatego na mojej liście twórców wszechczasów na Last.fm (pamięta ktoś jeszcze Last.fm?) znalazł się David Guetta.

Psytrance, Goa

A co jeśli chcę naprawdę odciąć się od całego świata i NAPRAWDĘ skupić na stukaniu w klawisze? Goa.

Gatunek sięga korzeniami końca lat 60. i początku 70., kiedy to indyjska prowincja Goa była celem podróży hipisów (niemniej sam goa trance pojawił się dopiero na początku lat 90.). Mimo spadku popularności prowincji w latach 70. i 80., część przyjezdnych pozostała tam na stałe. Ci, którzy zostali, zajęli się tworzeniem muzyki, jogą oraz szeroko pojętą kulturą New Age, nie stroniąc przy tym od rekreacyjnego używania psychodelików.

Źródło: Wikipedia

Nie pamiętam, kto przedstawił mi ten gatunek, ale na pewno był programistą :D
Nie wiem, co dokładnie się ze mną dzieje, kiedy włączam taką… muzykę(?), ale jedno jest pewne: Nic – NIC – nie jest w stanie wyrwać mnie z pełnego skupienia. NIC.

No więc, kiedy wiem, że potrzebuję się naprawdę skupić i napisać dużo kodu, to zazwyczaj towarzyszy mi playlista: Goa ~ Progressive ॐ

Dźwięki do pracy - Goa
Playlista Goa

Nie, nie da się tego słuchać dla rozrywki. Na pewno nie da się tym zachwycić. A już na 100% trudno zostać znawcą tematu, bo ciężko mi sobie wyobrazić rozróżnianie utworów od siebie. W to po prostu trzeba wsiąknąć i zabrać się do roboty. U mnie działa.

Coffitivity

Ale… Moja praca to nie tylko kodowanie. Czasami potrzebuję coś przemyśleć, albo spędzić trochę czasu z metodologią znanych naukowców Copy’ego & Paste’a. Przy zajęciach supernudnych i odtwórczych naprawdę aż chce się w tle puścić jakiś ulubiony podcast albo filmy na Youtube, ale… U mnie to nie działa. Skupiam się na tym czego słucham i nawet proste kopiuj wklej potrafię zepsuć.

Podczas ostatniej wycieczki nad morze wreszcie dotarło do mnie: to, że najlepiej pisze mi się posty w pociągu albo w kolejce w sklepie nie jest przypadkiem! Podczas pracy na stoliczku w międzymiastowym Intercity, a potem w gwarze kawiarni pokonałam więcej dramatycznie pierdołowatych zadań niż wcześniej przez dwa tygodnie.

Czy wspominałam już, że nienawidzę pracować w całkowitej ciszy? No więc gwar kawiarni mnie uspokaja.
Nie mogę codziennie wychodzić do kawiarni, bo od tego mogłabym zbankrutować, ale okazuje się, że mogę przyprowadzić kawiarnię do mojego domu.

Coffitivity wyszło na przeciw potrzebom takich dziwaków jak ja i stworzyło całą playlistę dźwięków do pracy: z kawiarni, restauracji i stołówki studenckiej. Cud, miód i orzeszki.
Jeśli uważasz, że to totalnie zły pomysł: spróbuj! Ja też nie wierzyłam, że to działa.

Coffitivity ma stronę internetową:

A jeden z fanów rozwiązania stworzył desktopową aplikację do ogarniania kawiarni offline:

Czego słuchasz do pracy?

A Ty? Jakie lubisz dźwięki do pracy? To zawsze jest to samo co zwykle, czy też odkrywasz w swojej pracowniczej głowie rzeczy, w które nigdy byś nie uwierzył gdyby nie to, że działają?