Czy dress code freelancera istnieje? – Praca z domu

20 kwietnia 2015 Lifestyle

Dress code freelancera - Praca z domu

Wstań wcześnie rano, zjedz pożywne śniadanie, ubierz się tak jakbyś wychodził do biura – mówią poważne poradniki dla freelancerów. Jak ubierają się ludzie pracujący z domu? Czy dress code freelancera istnieje?

Poważne blogerki i blogerzy chwalą się w swoich działkach Internetu, że każualowy mejkap i biurowe ciuchy to podstawa we wprawieniu się w biznesowy nastrój i wkroczenie w dzień z całą możliwą produktywnością. 

Jak wygląda dress code freelancera w moim wykonaniu?

Nijak. Ot co! Jestem freelancerem tudzież pracuję z domu już od 3 lat. Mój roboczy uniform składa się z kolorowego T-shirtu z poprawiającym humor nadrukiem, ordynarnych dresów i powyciąganego swetra. A… Jak jest zimno do tego uroczego zestawu dokładam kocyk czytelniczy.
Tak! Pracuję owinięta w koc z rękawami! I w kapciach-pieskach. Z ogonkiem.

Dress code freelancera - Praca z domu

To może chociaż makeup do biura?

Zdarza mi się obudzić w wyjątkowo dobrym humorze i wtedy postanawiam uczcić poranek wiosennym makijażem, ale tak na co dzień – w normalnych okolicznościach?… Czasami zdarza mi się uczesać przed obiadem. Zazwyczaj w okolicach drugiej kawy reflektuję się, że w sumie można by umyć zęby.

Praca z domu – jak ja mam się ubrać?

Jak chcesz!

Z mojej perspektywy: nie po to rzuciłam pracę w biurze, żeby teraz na własnym fotelu przed własnym komputerem siedzieć w garsonce! 

Praca z domu daje ogromną swobodę i warto z niej korzystać.  Ścisły dress code freelancera nie istnieje, ale granice odzieżowej przyzwoitości trzeba jednak zachować. Nie pracuję w piżamie, nie zakładam wczorajszych ciuchów, a na umówionych wcześniej skype’owych spotkaniach okazuję szacunek rozmówcy ubierając coś bardziej niż poplamioną koszulkę.

Jak dress code freelancera wpływa na produktywność?

Może trudno w to uwierzyć, ale… w cieplutkim wyciągniętym swetrze wcale nie piszę maili mniej rzeczowych, a pikseli nie widzę mniej wyraźnie.

Powiem więcej! Odkryłam, że moja praca z domu w dresie i wygodnej bluzce jest bardziej efektywna niż w ciasnych dżinsach i odprasowanej koszuli. Nie myślę w ogóle o tym, że jest mi niewygodnie, nie wiercę się na fotelu żeby uwolnić się od uwierającego paska i nie wstaję co chwilę żeby się poprawić. 100% skupienia na pracy.

Ale! Pozostaje psychiczna granica pomiędzy pracą a relaksem. Czasami trzeba dać sobie kopa do pracy. Wyjście ze strefy komfortu paradoksalnie może w tym pomóc.

Przeczytałam niedawno, że wielu ludziom pomaga założenie butów do pracy. Nasz mózg reaguje prostym skojarzeniem: mam na sobie buty – jestem poza domem = jestem poza strefą komfortu (w pracy) i muszę się skupić.

Ja nie próbowałam triku z butami, ale zauważyłam, że rewelacyjnie sprawdza się u mnie założenie… stanika. Nie wyobrażam sobie wyjść do ludzi bez tej części bielizny. Zakładam stanik, a więc już na pewno nie śpię i na pewno nie relaksuję się w domowym spa, a więc: pracuję! Taki prosty trik, a od razu wprowadza mnie w „tryb bojowy”.

 

 A Ty? W co ubierasz się do pracy z domu? W piżamę, czy garsonkę? Masz jakieś ubraniowe triki poprawiające produktyność?
Napisz o tym w komentarzach!

Share with friends:

  • A ja zakładam podkoszulkę i pierwsze spodnie, które wpadną mi w rękę. W stosunku do Twojego opisu przyznam się do jednej różnicy – dla mnie bardzo dobry jest jeszcze poranny prysznic chwilę przed pracą!

    • I przyznaj się, że zazwyczaj spodniam, które wpadną w rękę do dresy. :P

      • Tylko zawsze pozostaje dylemat – dresy sportowe, czy wyjściowe? :P

    • To może jeszcze jakiś poranny wpis na blogu?

      • Pracuję nad tym – na razie w wolnych chwilach robię porządki na blogu…

  • Yuki

    Przypomniało mi się, jak kiedyś opowiadałaś że po dwóch dniach pracy spojrzałaś na siebie w lustrze i stwierdziłaś że na dżinsach masz więcej jedzenia niż dżinsów :p

    • To był skrajnie skrajny przypadek skarajnego lenistwa i iogólnej nięchęci do jakich kolwiek innych dżinsów :D

  • Boże, bałam się, że w tym wpisie dojdziesz do spodni z polaru…. No ale może jeszcze nie jest tak źle, może jest nadzieja… ;)

    • Nope, spodnie z polaru są gorsze nawet od tych brudnych dżinów, więc faktycznie jest jeszcze jakiś margines przyzwoitości :D

  • Jak czyutałam wpis to jak bym czytała o sobie haha. Ja jeszcze w dobie mega lenistwa preferuje piżamy i szlafrok ;)

  • W 4 ścianach siedzę tylko podczas pracy. Równo z godziną skończenia zajęć pracowych ubieram się i… wychodzę z domu. Na spacer, do klubu, na spotkanie branżowe/planszówkowe/turystyczne lub po prostu ze znajomymi.

    Nic tak nie motywuje do spotykania się z prawdziwymi ludźmi niż praca w domu w samotności. ;)

    Mam wrażenie, że dość często zdarza się, że po pracy w biurze człowiek wraca do domu, zasiada na kanapie i tak kończy się jego życie społeczne – bo już się nie chce drugi raz wychodzić z domu. ;)

  • Najlepiej ubrać się tak, żeby po prostu było wygodnie :) Jakoś nie przekonuje mnie perspektywa pracy przy własnym biurku w koszuli i marynarce…

  • Może lepiej jak by się ładnie ubierać i ogarnąć jak do wyjścia. Ale to dodatkowy czas rano na wyszykowanie, którego nikt nie doceni:) A z kolei w kapciach i dresie pewnie nie łatwo się zmobilizować do wytężonej pracy;)

    • No właśnie chyba najważniejszą odpowiedzią na pytanie: „dlaczego dresy” jest: „bo nikt i tak nie doceni”. Świetnie to ujęłaś :)

  • Swobodnie, wygodnie, dresowo, tak jak lubię najbardziej. :)

  • I ja, gdy pracuję w domu, nie stroję się się w wyprasowaną koszulę i spodnie kant. Zdecydowanie bardziej wolę siedzieć w ulubionych szortach i podkoszulce. Fakt, poranny rytuał „ogarniający” pozostaje ten sam – chyba wtedy mój mózg uzmysławia sobie, że już nie śpię. Robię to jednak niezależnie od tego, czy pracuję w domu, poza nim, czy rzeczywiście mam dzień leniuchowania ;)

    • U mnie z tymi rytuałami różnie bywa. Oczywiście mycie twarzy i zębów i zjedzenie śniadania są obowiązkowe, ale już z czesaniem, czy makijażem różnie bywa ;)

      • Z makijażem to i u mnie bywa różnie, ale to akurat niezależnie od tego, czy siedzę w domu – czasami nawet do pracy nie za bardzo się maluję :D

  • Danuta Brzezińska

    Jak przenosiłam biuro z miasta do domu trochę się bałam tego „zszarzenia” , ale teraz wiem, że to ode mnie zależy. Ubieram się jak mam ochotę kiedy wiem, że nie mam klienta. czasem w koszuli siedzę do południa jak mam wenę. To jest cudowne.

  • Ryszard Dałkowski

    A u mnie z rana jest reżim od 0600 rano – pies, trening, prysznic, potem luźne ciuchy (ale nie dres, bo nie lubię), śniadanie, sprzątanie. I około 0900 mogę usiąść do pracy. Żadnych trików. Straszny nudziarz… :-)

    • Od razu nudziarz! Dotlenienie się z rana z psem to megasposób na obudzenie się.
      Ja niestety nie mam takiego dobrego motywatora ;)