Sabrina [1954] – bajka XX wieku

20 listopada 2011 Film

Na liście moich postanowień znalazł się kiedyś punkt: Obejrzeć przynajmniej 6 filmów z Audrey Hepburn. W ramach tegoż postanowienia weekendowe poranki spędzam oglądając czarno-białe komedie romantyczne.

Sabrina
Plakat z Filmweb.pl

Sabrina (Audrey Hepburn) znalazła się na półmetku mojego postanowienia.

Już na wstępie dowiedziałam się, że historia będzie bajką. Bajką w niemal klasycznym tego słowa znaczeniu: z baśniowym księciem, jego złym bratem i piękną córką… Szofera. Od tysiąca lat nie oglądało mi się niczego tak dobrze jak tej bajki! Wszyscy zakochiwali się z dnia na dzień, zapraszali na wystawne przyjęcia z obowiązkową muchą i balową suknią, a na co dzień chodzili w lakierkach, kamizelkach i sukienkach w grochy.

Absolutnie przestaje mnie dziwić uwielbienie do Hepburn. Przecież każda kobieta chciałaby potrafić gotować w pełnym makijażu, wieczorowej fryzurze i sukience w grochy. Nie wolno też zapominać, że przy tym powinna podśpiewywać francuskie piosenki i od czasu do czasu wycierać dłonie w idealnie skrojony fartuszek.

Nietrudno dojść do konkluzji, że jeśli filmy pokazują mi takie kobiety, to zapewne gdzieś takie istnieją. Mój dres w kwiatki, trampki w kratkę i t-shirt z konferencji informatycznej nijak się mają do filmowych wzorów kobiecości.

A potem przypominam sobie, że już na początku narrator powiedział, że będziemy oglądać bajkę dwudziestego wieku.

Pięknie!

Share with friends: