Wspólne, razem, nasze

02 października 2010 Lifestyle

Są rzeczy, które we współzamieszkiwaniu doprowadzają mnie do szewskiej pasji…

Kiedy kupuję sobie różne z pozoru małe i nieważne rzeczy: taśmę izolacyjną, końcówki do szlaucha, kombinerki, gumki do włosów i nigdy, NIGDY nie ma ich tam gdzie je zostawiłam, a już szczególnie wtedy, kiedy są potrzebne.

Kiedy moje piwo, cukierki i jogurty znikają same z siebie, bez pytania i przez przypadek, „bo w lodówce było przecież, to jest wspólne!”.

Kiedy moje – jak się w sklepie okazało – niemal drogocenne rzeczy używane są jak sprzęty z ryneczku i zwracane mi w stanie tak opłakanym, że nic tylko używającemu wybić zęby.

Dzielenie przestrzeni życiowej z ludźmi z ogłoszenia i nie szanującymi jakiejkolwiek własności i prywatności doprowadziło mnie do stanu, w którym na słowa: wspólne, nasze, razem dostaję ciężkiej reakcji alergicznej. Mam ochotę cały dom obkleić karteczkami: „Nie dotykaj, kurwa”, „Po zużyciu uzupełnij/zmień na nowe!”, „Zostaw, idź do sklepu!”. Nic to nie da, ale przynajmniej część frustracji może by się ulotniło.

Prawdopodobnie powinnam przez jakiś czas pomieszkać całkiem sama. Żeby samodzielne wyrzucanie śmieci, wbijanie gwoździ, pamiętanie o rachunkach i rozmawianie ze ścianami doprowadziło mnie do większej rozpaczy niż obecne współzamieszkiwanie.

Share with friends:

  • Na pewno w Twoim życiu pojawi się taki dzień, kiedy zamieszkać sama. I będzie to najszczęśliwszy dzień w Twoim życiu! O wszystkim będziesz mogła decydować „w końcu” samodzielnie! Także o kolorze ścian w pokoju! Nasi współlokatorzy, niezależnie od łączących Nas relacji, wchodzą Nam na głowę! Wspólne mieszkanie z moją siostrą pod jednym dachem było dla mnie „jednym wielkim koszmarem”! Codziennie coś znikało z mojej kosmetyczki, szafy, biurka, a nawet skarbonki! Dzisiaj mieszkamy osobno i relacje między Nami znacznie się poprawiły:)