Wakacyjnie jeszcze

06 września 2010 Lifestyle

Lato bezczelnie odeszło bez pożegnania. To w moim stylu chyba… Jeszcze przedwczoraj paradowałam po ulicy w spódniczce zbyt krótkiej by w ogóle bez onieśmielenia wyjmować ją z szafy, a co dopiero pokazywać się ludziom. Dzisiaj BUM! trzy stopnie Celsjusza w słońcu.

Niedosyt jakiś się we mnie zrodził. Znowu lato było takie, że przez kolejny rok będę do niego tęsknić.
Pewnie głównie z powodu pogody, która w większości przypadków nie nadawała się ani na rower, ani rolki, ani nawet długi spacer. Albo powódź i burza, albo pięćdziesiąt stopni w cieniu.

Pogoda rewelacyjna do czytania książek i klepania kodu bliżej nieokreślonego. Jakże zimowo!
Kilkoma wyjazdami nad wodę i lekką opalenizną się ten czas różnił od grudniowego okresu picia herbaty.

Mimo znikomej ilości sportu, tych dwóch miesięcy marnowania czasu nie żałuję ani trochę.
Gdybym prowadziła listę 101w1001 odhaczyłabym na pewno:

  • Sprawić, żeby mój pokój od progu przestał krzyczeć: „Moja właścicielka ma 15 lat!”
  • Nauczyć się zamykać szafki i ścielić łóżko
  • Napisać stronę, która jest czymś więcej niż blogiem kolegi
  • Wyjechać na żagle i nie utonąć

I niech mi ktoś powie, że marzenia się nie spełniają! Oczywiście czasami przychodzą w pakietach.
Z dylematami jaki kolor ścian wybrać.
Ze zbyt małą narzutą na łóżko, która wymaga wymiany w bliskiej przyszłości.
Z dostosowaniem się do ludzi, którzy nie mają pojęcia o HTMLu i pewnie używają IE. I…
Z nauczeniem się szybkiego wykonywania poleceń i olewania krzyku i przekleństw: „Rwij kotwicę! Rwij kurwa tę kotwicę! No do chuja słuchaj co do ciebie mówię!!!”, bo wieczorem okazuje się, że sternik bardziej czuje się winny, że krzyczał niż ty czujesz się opieprzony. ;p Bo tak naprawdę on się darł na sytuację, a nie na wykonującego polecenie.

Oprócz krzyku i śmiechu zapamiętam z żagli to uczucie, kiedy dowiedziałam się, że do dna jest 50 metrów. Szeroki uśmiech przy oglądaniu wysepek na Mamrach i zachodu słońca na Śniardwach i księżyca w pełni odbijającego się w wodzie – jak w bajkach. Zimny wiatr na twarzy i deszcz – wszędzie. I wiem, że będę do tego wracać… :)

Share with friends: