Biurokracja uczelniana

26 września 2010 Szkoła

Są chwile kiedy jestem nią zachwycona. Zwłaszcza wtedy, kiedy patrzę na kolegów z innych uczelni, którzy biegają za tymi papiórkami, wydeptują sobie w dziekanatach najprostsze i najoczywistsze sprawy. Tymczasem u mnie wszystko robi się samo.

Połowę rzeczy ważnych i najważniejszych można załatwić przez internet. Coś słabo idzie mi chyba bycie studentem, bo dziekanat od środka w ciągu dwóch lat studiowania oglądałam dwa razy. Wstyd się przyznać, ale nie wiem nawet jak wygląda nasza pani Dorotka.

Druga połowa rzeczy ważnych dotyczy czterdziestego dziewiątego nadprogramowego terminu egzaminu albo ósmego z rzędu proszenia się o powtarzanie przedmiotu, które jak na razie mnie nie dotyczą.

Są jednak rzeczy proste, które uczelnia mogłaby załatwić w 2 minuty i wszyscy byliby o niebo szczęśliwsi.

Praktyki. Kto jest opiekunem praktyk? Potrzebowałam dwóch wizyt w dwóch różnych sekretariatach i 3 maili, żeby się tego dowiedzieć tylko po to, by zostać oświeconą, że przed odbyciem praktyki potrzebuję porozmawiać z kierownikiem katedry, a nie opiekunem praktyk. Na szczęście okazało się, że audiencja u tegoż wymaga mniej zachodu niż rozmowa z sekretarką.

Plan zajęć. Wiemy, że układany był w maju/czerwcu, bo jedna pani doktor się wygadała, że tak to wygląda. System uczelniany pozwala na wprowadzenie dla jednej grupy kilku planów zajęć rozróżnianych na podstawie dat ich obowiązywania. Tymczasem dzisiaj mamy 26.09. i jedyny plan zajęć jaki możemy podziwiać to ten na dwa tygodnie sesji poprawkowej. Wmawiają nam, że jesteśmy poważnymi dorosłymi ludźmi, ale nie są w stanie zrozumieć, że ten poważny i dorosły może mieć pracę, w której grafik musi sobie układać zgodnie z planem zajęć na uczelni. A wystarczyłoby tę już ułożoną i gotową tabelkę wrzucić na stronę.

Wiem, że nie mam najgorzej, ale jednak dotychczasowa możliwość natychmiastowego uzyskiwania potrzebnych informacji rozpieściła mnie niesamowicie!

Share with friends: