Dziecko swoich rodziców

03 sierpnia 2010 Lifestyle

Absolutnie przyznaję się bez bicia: jestem córeczką tatusia*. Samochód? Tatuś. Rachunki? Tatuś. Zakupy?

Gdybyśmy żyli w Stanach Zjednoczonych pewnie nosiłabym w kieszeni jego platynową kartę kredytową i nie miała pojęcia skąd biorą się pieniądze.

Ale nosz kurde! Jak na moje ogłoszenie o wynajem mieszkania odpowiada tatuś zainteresowanego, to już jest przegięcie. No bo ja rozumiem, że rodzice go przywiozą, zapłacą i doradzą, czy mieszkanie może być czy nie, ale jak załatwiają za niego wszystko od a do z, to… no… Sory stary, ale przegrałeś casting na nowego współlokatora, bo już mam przed oczami, jak biegniesz do mamusi, bo przypadła twoja kolej sprzątania kibla…

<strong >*Nazwijmy tak potocznie obydwoje rodziców, bo sam „tatuś” lepiej brzmi w połączeniu z „córeczką”.

Share with friends:

  • Niektórzy dojrzewają szybciej, a niektórzy później! Ja dojrzałam szybciej dzięki moim rodzicom. Moi rodzice pracowali „prawie przez cały dzień” (a czasami i noc) dlatego też nikt mnie nie odprowadzał do szkoły (rodzice nawet rzadko na wywiadówkach się pojawiali;) ) , nie przyprowadzał, w domu nie czekał „ciepły obiad”, mama ani tata nie pomagali mi przy odrabianiu lekcji, sama też kupiłam mieszkanie (które teraz się wynajmuje…), sama opłacam wszystkie rachunki, sama robię zakupy (i to nawet „typowo męskie”!)…nie mam najmniejszych powodów do narzekań (i naprawdę nie uważam aby rodzice poświęcali mi za mało czasu czy „kochali mniej”…), dzięki moim rodzicom jestem dojrzała (i zaradna życiowo)!