Pitstop

09 czerwca 2010 Lifestyle

Chwila przerwy. Zasłużona chyba.
Dwudziestoczterogodzinna doba obliguje do rozsądnego zarządzania czasem. I tak w okresie okołosesyjnym okazuje się, że jest możliwe nauczyć się wszystkiego czego potrzeba, ba! zrozumieć nawet i jeszcze wyskoczyć na lody, wytłumaczyć koleżance pół świata statystycznego, doprowadzić balkon do stanu względnej czystości, zreorganizować szafę i… Zrobić to wszystko co wydaje się być szalenie pożyteczne, a faktycznie jest czystą prokrastynacją.

Z drugiej strony ta cała sesja jest całkiem niezłą wymówką, żeby nie umyć tacie samochodu, nie podawać gwoździ przy budowie i nie doglądać obiadu. Bo przecież się UCZĘ! I nic to, że jedyna rzecz, do której powinnam się naprawdę przyłożyć, bo absolutnie nic nie umiem, leży odłogiem i czeka na łaskę…

Pora na plenerowe piwo ;)

Share with friends: