Ze stroboskopem

08 maja 2010 Lifestyle

Kolejna wyprawa na studencką imprezę ze stroboskopem i nadmiarem basu potocznie zwaną dyskoteką nasunęła egzystencjalne pytanie (odpowiadające zarazem na pytanie dlaczego normalnie tego nie robisz…):

Co jest bardziej żalowe: pójść na dyskotekę kompletnie nie mając pary – ani znajomych, z którymi się przyszło poszaleć – w zasadzie tylko po to, żeby coś przelecieć, czy: pójść samemu już mając partnera i jako jedyne towarzystwo znajomą zakochaną parę?

No i… Z szybkiego rachowania wyszło, że druga opcja wzbudza więcej żałości. W pierwszej przynajmniej masz szansę na szybki seks. W drugiej ostatecznie możesz się czuć trochę niewygodnie/winnie tańcząc z tymi, którzy ewidentnie chcieliby coś przelecieć lub alternatywnie całkiem niewygodnie tańcząc z męską połową zakochanej pary podczas gdy pozostała połowa wygląda na znudzoną i opuszczoną.

Share with friends: