Syndrom dnia następnego

10 czerwca 2007 Lifestyle

Wczorajszą imprezę osiemnastkowką uznaję oficjalnie za udaną. Ciepło od ogniska, zimno od pól i wesołość od wódki stworzyły całkiem ciekawe połączenie, co skutkowało jeszcze ciekawszymi rozmowami środkowonocnymi.

Koleżanka Ewka delikatnie sugeruje Rockyemu:

E: Kolego… Bo… Ta muzyka jest w takim no… Nieimprezowym klimacie…
R: Co ty gadasz?! To co ja mam wam puścić? Ja nie mam diskopolo
E: Dajcie mi kanta, żebym się mogła pierdalnąć!
R: Kanta? To jakiś zespół jest?
E: Kant, kurwa, bok, brzeg coś czym można się walnąć w łeb.
R: Ale jak to?

Tutaj ja się poplułam, a kilku kolegom popłynęły łzy radości.

Chwilę później Szaci przekonywał Rockyego do zmiany repertuaru:

Sz: Dobra, chodź do tego foobara…
R: Masz jeszcze browara?!

Końcówka imprezowa, partyzanci siedzą na schodach i w ciemności prowadzą rozmowy na temat życia i śmierci. Nagle podchodzi Mag i świeci światło.

Rocky zasłaniając oczy: Chyba ci się coś pojebało we włosach!!

Wszystkim dziękuję za życzenia, prezenty i dobrą zabawę :)

Share with friends: