Trendsetterzy

02 grudnia 2006 Lifestyle

Siędzę przed 19″ Benqu’iem, stukam w wyglądającą jak kokpit statku kosmicznego klawiaturę od Tracera i popijam mocną, aromatyczną Nescafe. Później pewnie ubiorę buciki Najki i pobiegnę kupić niezdrowego KitKata.

Jak działa kryptoreklama?
Podobno w internecie była, a może nadal trwa akcja, w której producenci niezłych marek płacą blogowiczom za umieszczanie w swoich notkach troszkę innych wpisów niż dotychczas. Wybrany blogowicz normalnie napisałby, że musi iść do sklepu, ale już za kilka złotych od słowa napisze, że poszedł do pobliskiego Tesco, mimo, że tak naprawdę najbliższe znajduje się 4km od jego mieszkania.
Zwolennicy twierdzili, że oni i tak nie dadzą się nabrać, a właściciele blogów dodatkowo zarobią. Za nic w sumie…
Przeciwnicy zaś głosili apokaliptyczne wizje elit blogowych, które drastycznie tracą popularność, kiedy czytelnicy dowiadują się o zamysłach reklamowych.

Jakie formy taka reklama może przybierać? Jak działa na ludzi?
Osobiście wydaje mi się, że nie reaguję na blinkające spoty wyskakujące na samym środku ekranu podczas oglądania zupełnie nie związanej z nimi WWW. Nie powiem również, że produkt jest dobry tylko dlatego, że widziałam sławną osobistość w reklamie.
Jednak czy to nie jest przypadkiem tylko złudzenie?
Przecież zawsze tak jest, że jeśli zastanawiam się nad dwoma produktami o takim samym składzie i takiej samej cenie, to zawsze. ZAWSZE. Wybiorę ten z reklamy. Z bardzo prostej przyczyny: tego niereklamowanego po prostu nie znam.
Specjalnie podkreśliłam zależność ceny. Moja do bólu oszczędna mama wpoiła mi, że nie należy tracić pieniędzy.
Genialnym przykładem takowego są LuPetitki. Pyszne prawda? Z masłem w środku i mają 52 ząbki. Ale… Po co mi 52 ząbki skoro mogę kupić dokładnie dwa razy tańsze pięćdziesięcioząbkowe herbatniczki be-be, czysta oczędność

W takim razie co działa tak naprawdę?
Odpowiedź jest prosta. Produkty i marki już wypróbowane i sprawdzone. Najlepiej przez przyjaciół, znajomych, czy rodzinę.
Zawsze działa. Jeśli najlepszy przyjaciel powie, że to-i-to jest do śmieci – nigdy w życiu nie weźmiemy opakowania z półki. Jeśli zaś poleci szampon, proszek, batonika, płatki… Zawsze wylądują w koszyku. Choćby po to, żeby sprawdzić, czy naprawdę są takie dobre.

Na to producenci znanych marek też znaleźli sposób. Sztuczni przyjacie opisywani w jednym z Artykułów pana Talko polecają i zniechęcają do konkretnych marek.

– Jestem prostytutką – wyjaśnił. – Nie, nie chodzi o żadne chodzenie do łóżka. Zaprzyjaźniam się z ludźmi, wchodzę w ich życie, a potem namawiam, żeby spróbowali piwa Stary Browar.

Czy taki przyjaciel też by na mnie zadziałał?
Na pewno. Przecież każdy chce być cool. On jest. Ja też mogę wystarzy tylko, że lekko mi w tym pomoże.
Marek nie każdemu przedstawia swój zawód na samym początku. Spotykamy się w barze on proponuje piwo w ramach: chcę cię poderwać, mała, a później już się kręci…
O tym, że zostałam potraktowana jako obiekt reklamowy dowiaduję dopiero wtedy, gdy namówię już swoich znajomych i dostanę telefon z dziwną ankietą, w której pytają o moje ulubione piwo…

Reklama nie zna granic. Czy nadal potrafimy się przed nią bronić?

Share with friends: